Dawid Panfil

Co robię podczas koronawirusa? Stawiam serwer

No i to nie zwykły VPS, których mam kilka, ale własny namacalny serwer, w szafie rackowej. Wybór padł na Dell R710. Który na moje potrzeby i ruch będzie wystarczający.

Oczywiście pomysł nie wziął się znikąd. Przyszła faktura do opłaty za VPS’y no i na szybko policzyłem, że będę jakieś 700zł rocznie na plus, jeśli przeniosę to do siebie i jak pomyślałem tak zacząłem robić.

Po pierwsze – źle policzyłem i ledwo co będę na plusie, natomiast ilu ciekawych rzeczy właśnie się uczę.

Przygotowania do postawienia własnego serwera

Ahh szybko na allegro i zacząłem szukać wszystkiego. Szafa rackowa wybrana, serwer wybrany, patch panel, router i wiele innych drobnostek wybranych… a w tym narzędzia do robienia kabelków RJ45. Jak ja dawno tego nie robiłem. Przy okazji w biurze porobię gniazdka i pomaskuje te kable, bo się walają wszędzie. Zawsze odrobinę czyściej będzie.

No i zaczynają się schody. Kupiłem skrzynię, ale za małą i pół serwera wychodzi. No mówi się trudno przerobimy trochę i będzie cacy, na profesjonalizm jeszcze przyjdzie czas w tym wypadku. Najpierw robimy, aby działało, a potem aby było dobrze 😀

Unboxing

Paczek przyszło na początek 5 i pewnie jeszcze kolejne 5 będę musiał zamówić, biorąc pod uwagę chociażby na to, że tą szafę kupiłem za krótką 😉

Z wypiekami na twarzy zacząłem rozpakowywać kolejne kartony. Na pierwszy ogień szafa. Jak trzeci raz wspominam, jest za mała. Jednak szczęście w nieszczęściu, że jak poukładałem tam wszystkie sprzęty, które walały się po biurze, to ledwo miejsca na serwer starczyło, a jeszcze ups’a muszę tam upchnąć, zanim złoże nową szafkę poprawnie.

Zaraz po złożeniu szafy przyszedł czas na patch panel. Z tego co czytałem bardzo potrzebna rzecz, ale osobiście nie widziałem sensu kupna tego, jednak dość tanie to skoro kazali to kupiłem… i dobrze, że tak postąpiłem, ale o tym za chwilę.

Razem z patch panelem przyszedł od razu switch TP-Link, jednak on będzie tylko do ogarnięcia sieci w biurze, bo rozwiązanie polegające na podłączeniu kilku starych routerów kiepsko się sprawdza i skorzystałem z okazji, aby i to ogarnąć.

Kolejną paczką to najtańsza zaciskarka, gniazda RJ45, 30 metrów kabla i tester kabli. Tutaj za dużo nie ma co mówić. Rozpakowałem, sprawdziłem czy działa i odłożyłem na potem.

Ostatnia najważniejsza paczka czyli serwer Dell R710 – oczywiście używany, jak zobaczyłem ceny nowych serwerów, to bym bez problemu kupił w tej cenie samochód. Podsumowując serwer to duże ciężkie coś 😉

Pierwsze uruchomienie

Serwer na miejscu. Kable podłączone i uruchamiamy maszynę. Przy uruchomieniu wszystkie wentylatory były tak głośne, że aż się przeraziłem i zacząłem szukać jak tu pociągnąć kable do sąsiedniego budynku i tam schować serwer.

Całe szczęście po 30sekundach wyszło, że to tylko na czas uruchomienia takie głośne 😉

Pierwsze różnice między zwykłym komputerem a serwerem

Oprócz obudowy i wagi to karty sieciowe. Ja w swoim mam jedną kartę sieciową z 4 portami gigabitowymi. Oczywiście te porty zrobiły problem, jak chciałem dla testu wszystkie kable, bo mimo, że kable były połączone to nie dostałem IP. Oczywiście rozwiązanie jest banalne, bo trzeba edytować plik etc/netplan/01-netcfg.yaml i wpisać tam

eno3:
  dhcp4: yes
  dhcp6: yes

uruchomić gniazdo wpisując:

sudo ifconfig eno3 up

zatwierdzić zmiany dla powyższego pliku

sudo netplan try
sudo netplan apply

i gotowe. Najwięcej oczywiście problemów zrobiła mi linijka ifconfig… oczywiście szukałem wszystkiego, a nie wpadłbym na tak banalny pomysł.

Sprzętowy RAID. kolejna różnica jaka mi się rzuciła w oczy… bo stworzyła problemy. Bez ustawienia RAID nie mogłem zainstalować systemu.

Modułowe zasilacze. Zadaniem serwera jest działać ciągle. Dlatego został on przystosowany do tego stopnia, że można wymieniać w nim część osprzętu na zasadzie hot plug – gdy jest włączony. Tak samo jest w wypadku zasilaczy. Kolejną kwestią czemu zasilacze są dwa, to fakt, że jak pierwszy się jakimś cudem spali, to zawsze jest drugi.

Oprócz tego jeszcze kilka innych dodatków w stylu: wiele dysków, dużo więcej pamięci ram, dwa procesory i tak dalej. Oczywiście nie traktuje tego wpisu jako techniczny, tylko podchodzę do niego bardzo luźno, bo tych różnic zapewne jest dużo dużo więcej.

Kabelki…

Jak wspominałem patch panel faktycznie okazał się zbawieniem. Gdy podłączyłem wszystko luzem pod switch to miałem piękną, cudowną, zajeb… plątaninie kabli. Dzięki patch panelowi wygląda to… troszkę lepiej 😉

Dla osób zielonych – czyli takich jak ja podpowiem, że te krótkie kabelki służące do podłączenia czegoś z patch panelu do switcha to patchcord’y

Jeśli tak jak mi plątanina kabli na tych wszystkich obrazach z serwerowni się okazywała bez mapy niemożliwa do ogarnięcia to wyszło, że jest dość prosta zasada, aby to wszystko zrozumieć. Gniazda do patch panelu podłączamy wg wskazówek zegara, a dla ułatwienia na każdym gnieździe można sobie dokleić numer odpowiadający temu co jest na panelu.

Po instalacji systemu…

Po instalacji systemu trzeba było pomyśleć jak tu postawić pocztę czy nawet zwykłego wordpressa. Niby prościzna, instaluje nginx, php parę innych dodatków jak na standardowym VPS i gotowe… no prawie. Rozchodzi się mi tutaj o VPS. VPS – virtual private server, wirtualny prywatny serwer.

Wirtualny prywatny serwer. Wirtualny… jak to osiągnąć, aby mieć to w miarę zorganizowane?
Docker – fajny do kontenerów, ale w tym wypadku odpada, bo chce osiągnąć właśnie coś w stylu VPS.
VirtualBox i vagrant – mam same złe wspomnienia.

Na szczęscie trafiłem na coś takiego jak KVM. Z Wikipedii:

Kernel-based Virtual Machine, czyli maszyna wirtualna bazująca na jądrze to środowisko wirtualizacyjne dla systemów linuksowych. Wyróżnia się system gospodarza i gościa. Gospodarz to system operacyjny kontrolujący sprzęt – „goły metal”. Gość to OS wewnątrz gospodarza, któremu gospodarz udostępnia sprzęt.

Jak na Wikipedię nawet fajnie opisane. Skonfigurowałem i uwaga zadziałało. Problem pojawił się z udostępnieniem internetu. Jak przekazywałem bezpośrednio dostęp do sieci fizyczniej np eno3, eno2 itp to działy się cuda pod tytułem, że router dawał mi osobny IP na każdy wirtualny obraz i finalnie doprowadziłem do zajęcia 8 IP na 4 fizycznych portach.

Doczytałem, że powinienem korzystać z mostów. Jednakże w często pale mosty, także i tym razem spaliłem, bo po wyłączeniu serwera… uwaga most znikł. Także no jeszcze muszę troszkę poczytać na ten temat i przy okazji zobaczyć jak to faktycznie powinno być poprawnie skonfigurowane.

Jednak w osobistych odczuciach KVM jest przyjemnym narzędziem, do tego jest możliwe zarządzanie nim zdalnie, co oczywiście uczyniłem, aby nie siedzieć przy szumie wiatraków 🙂

Podsumowując

Kupno serwera patrząc po kosztach – jest szukaniem oszczędności bardziej długofalowych – bo w moim wypadku zwróci się dopiero po 3 latach. Jednak traktując to jako doświadczenie to mamy tutaj bardzo duże pole do popisu. Ja potrzebowałem 4 dni po godzinach, aby to wszystko działało. Teraz pewnie kolejne 4 dni jak nie więcej, będę musiał poświęcić na to, aby to działo dobrze. Oraz było oczywiście zabezpieczone, a nie żeby ten serwer był oknem świata na mnie 😉

Jednak dzięki temu mam pomysły na kilka(naście) następnych wpisów. W polskim internecie jednak jest mało informacji chociażby o KVM, a jak to mówią najlepiej się uczyć tłumacząc innym.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *